Wyobraź sobie, że jedziesz samochodem autostradą i nagle na desce rozdzielczej pojawia się błąd świadczący o poważnej awarii. Samochód nie próbuje wtedy jechać jeszcze szybciej.
Ogranicza możliwości, zwalnia i przechodzi w tryb awaryjny, żeby chronić cały system i pozwolić ci bezpiecznie dojechać dalej.
Człowiek oczywiście nie jest samochodem, ale ta analogia dobrze pokazuje warunki, w których wielu z nas próbuje dzisiaj normalnie funkcjonować.
Wstajesz rano. Masz pracę, odpowiedzialność, obowiązki, dzieci do odwiezienia, korki, telefony, terminy, spotkania, rachunki i rzeczy, których nie możesz po prostu odłożyć. W pracy dochodzą wyniki, targety, wymagania innych ludzi i świadomość, że właściwie cały czas trzeba czegoś pilnować. Po pracy nadal zostaje życie, a razem z nim własne problemy, przemyślenia, niepewność, sprawy finansowe, relacje albo brak relacji.
Możesz zresztą mieć rodzinę, partnera, znajomych, codziennie rozmawiać z ludźmi i nadal czuć się samotny. Sama obecność innych nie oznacza jeszcze bliskości. Osamotnienie może pojawić się wtedy, kiedy nie masz z kim naprawdę podzielić się tym, co przeżywasz, nie czujesz się rozumiany albo przez większość czasu funkcjonujesz w relacjach, w których bardzo niewiele miejsca zostaje na ciebie. Liczba kontaktów nie mówi wiele o jakości więzi, a badania od dawna pokazują, że samotność i izolacja społeczna mają realny związek ze zdrowiem.
Do tego dochodzi otoczenie i wszystko, co według niego powinieneś. Ile zarabiać, jak wyglądać, gdzie być w swoim wieku, jakim być rodzicem, partnerem czy pracownikiem. Bardzo łatwo spędzić większość dnia na odpowiadaniu na cudze oczekiwania i nawet nie zauważyć, że coraz mniej uwagi zostaje na własne potrzeby.
Można również doskonale zająć sobie głowę cudzym życiem. Tym, co dzieje się u znajomych, kto z kim ma problem, komu trzeba pomóc albo coś doradzić. Czasem okazuje się, że bardzo dużo energii idzie na analizowanie sytuacji innych ludzi, a własne sprawy kolejny raz zostają odsunięte.
Później otwierasz telefon i szybko dowiadujesz się, że z twoim ciałem też można coś poprawić. Brzuch, skóra, postura, mięśnie, sen, odżywianie, ilość ruchu. Zawsze znajdzie się jeszcze coś, czego podobno robisz za mało, źle albo wcale. Najlepiej przy okazji kupić produkt, suplement, urządzenie lub kolejną metodę, która ma ten problem rozwiązać.
W tym samym telefonie pojawiają się informacje o wojnie, kryzysie, chorobach, gospodarce, cenach i kolejnych zagrożeniach. Nawet jeżeli żadna z tych rzeczy nie dotyczy cię bezpośrednio w tej chwili, regularne przypominanie o tym, co może pójść źle, staje się częścią codziennego tła.
Wiele osób żyje przy tym z przewlekłym bólem albo różnymi objawami, których nie potrafią jednoznacznie wyjaśnić. Plecy bolą od miesięcy, szyja ciągle jest napięta, wracają bóle głowy. Dochodzą problemy jelitowe, wzdęcia, biegunki, zaparcia, kołatanie serca, mrowienie, zmęczenie albo inne sygnały z ciała.
Takie objawy wymagają rozsądnej diagnostyki, ale samo poszukiwanie odpowiedzi również może stać się kolejnym źródłem napięcia. Boli cię głowa, więc wpisujesz objawy w wyszukiwarkę, a po kilkunastu minutach bierzesz pod uwagę kilka poważnych chorób. Czujesz coś w brzuchu, czytasz historie innych ludzi i zaczynasz coraz dokładniej obserwować każde ukłucie, przelewanie czy zmianę samopoczucia.
Wyszukiwanie informacji, które miało uspokoić, potrafi wtedy zrobić coś odwrotnego. Z jednego objawu robi się kilka podejrzeń, a uwaga coraz częściej wraca do ciała. Ten mechanizm jest dobrze opisany w badaniach dotyczących lęku zdrowotnego i cyberchondrii.
Podobna pętla może pojawić się przy przewlekłym bólu. Jeżeli określony ruch kilka razy zabolał, naturalnie zaczynasz podchodzić do niego ostrożniej. Z czasem można jednak coraz bardziej ograniczać aktywność, obserwować ciało i unikać sytuacji, które potencjalnie mogą wywołać ból. Model fear-avoidance opisuje właśnie zależność między bólem, lękiem, katastrofizacją, unikaniem i pogarszającym się funkcjonowaniem. Sam ból jest realny, ale sposób reagowania na niego może z czasem dodatkowo zawężać życie.
Masz więc normalne obowiązki, własne problemy, wpływ otoczenia, informacje o kolejnych zagrożeniach, a czasem również ciało, które regularnie domaga się uwagi. I w tym wszystkim słyszysz jeszcze, że powinieneś bardziej o siebie zadbać.
Ruch, sen i sensowne jedzenie naprawdę mają znaczenie. Tylko trzeba jeszcze zmieścić je w normalnym dniu. Najlepiej byłoby rano pojechać po świeże produkty na targowisko, ale rano pracujesz, odwozisz dzieci albo stoisz w korku. Dobrze byłoby później przygotować porządny posiłek, tylko po całym dniu masz jeszcze kilka innych rzeczy do zrobienia. Trening również trzeba gdzieś umieścić.
W pewnym momencie nawet rzeczy, które naprawdę są dla ciebie dobre i których sam chcesz, mogą zacząć przypominać następny obowiązek. Trening staje się kolejną rzeczą do wykonania, podobnie jak gotowanie, własny projekt, ważna rozmowa czy chwila przeznaczona tylko dla siebie.
Przewlekły stres ma swoją cenę. Bruce McEwen opisywał ją między innymi w kontekście obciążenia allostatycznego, czyli kosztu ciągłej adaptacji organizmu do kolejnych wymagań. Badania dotyczące funkcjonowania kory przedczołowej pokazują również, że stres może wpływać na procesy związane z planowaniem, utrzymaniem uwagi i świadomym kierowaniem zachowaniem.
Nie każda prokrastynacja wynika z przeciążenia i czasami człowiekowi zwyczajnie się czegoś nie chce. Jeżeli jednak przez dużą część dnia funkcjonujesz pod presją, kolejny wysiłek może kosztować więcej niż wtedy, kiedy jesteś wypoczęty i masz poczucie kontroli nad swoim czasem.
Wieczorem zaczynasz więc szukać ulgi.
Telefon daje ją bardzo szybko, podobnie jak jedzenie, serial, zakupy, gra, alkohol, pornografia czy bezmyślne przewijanie kolejnych treści. Przez chwilę można przestać podejmować decyzje, planować i zajmować się tym, co wymaga wysiłku.
Właśnie w tym kontekście Sirois i Pychyl opisują prokrastynację jako zachowanie związane z krótkoterminową regulacją nastroju. Odsunięcie nieprzyjemnego lub obciążającego zadania poprawia samopoczucie teraz, a jego konsekwencje zostają przesunięte na później.
Ulga trwa jednak krótko. Po kilku godzinach przypominasz sobie, że kolejny raz nie zrobiłeś treningu, nie załatwiłeś ważnej sprawy, odłożyłeś własny projekt albo spędziłeś wieczór w sposób, który wcale nie był tym, czego chciałeś.
Jeżeli te rzeczy naprawdę są dla ciebie ważne, pojawia się frustracja, poczucie winy albo rozczarowanie sobą. To, co miało na chwilę zmniejszyć napięcie, może więc stać się kolejnym jego źródłem. Następnego dnia zaczynasz trochę bardziej obciążony i z jeszcze większą potrzebą szybkiej ulgi. W taki sposób bardzo łatwo przez długi czas pozostawać w tym samym miejscu.
Jest też znacznie prostsza możliwość.
Jeżeli odpowiada ci siedzenie na kanapie, seriale, telefon, szybkie przyjemności i zwyczajnie nie chcesz robić więcej, to tak — jesteś leniwy.
Nie musisz tego naprawiać. Masz do tego prawo.
Nie każdy ma obowiązek trenować, rozwijać kolejne kompetencje czy stale podnosić sobie poprzeczkę. Można lubić wygodę i spokojne życie. Jeżeli taki sposób funkcjonowania naprawdę ci odpowiada, nie ma powodu tworzyć z niego problemu.
Sytuacja wygląda inaczej, kiedy sam przestajesz być zadowolony z tego, jak żyjesz. Telefon coraz mniej relaksuje, miesiące mijają bez powrotu do sportu, a ważny pomysł nadal istnieje głównie w głowie. Możesz dobrze wiedzieć, co należałoby zrobić, mieć doświadczenie i możliwości, a mimo tego przez długi czas nie przekładać tej wiedzy na działanie.
Wtedy warto przyjrzeć się temu, co dzieje się pomiędzy „wiem” a „robię”.
Z takimi sytuacjami mam okazję pracować od wielu lat. Spotykam ludzi w bardzo różnym wieku i na bardzo różnym poziomie sprawności. Są wśród nich sportowcy, osoby wracające do ruchu po długiej przerwie, ludzie po kontuzjach i wypadkach, z przewlekłym bólem, ograniczeniami ruchowymi czy problemami neurologicznymi. Czasem celem jest konkretny wynik sportowy, a czasem możliwość normalnego funkcjonowania i cieszenia się sprawnym ciałem bez ciągłego analizowania każdego ruchu czy objawu.
Tak różne doświadczenia nauczyły mnie przede wszystkim dokładnie analizować sytuację zamiast automatycznie zaczynać od listy rzeczy, których komuś nie wolno. Staram się znaleźć obszary, w których nadal można coś realnie zmienić, i zaczynać od najprostszych rozwiązań, które mają szansę zostać rzeczywiście wdrożone.
Nie jestem medykiem, nie diagnozuję chorób ani ich nie leczę. Jeżeli dana sytuacja wymaga diagnostyki lub pracy lekarza, fizjoterapeuty, psychoterapeuty czy innego specjalisty, taka pomoc powinna być częścią procesu. Ja pracuję w zakresie własnych kompetencji z tym, na co możemy realnie wpływać.
Przez lata coraz mocniej przekonywałem się, że liczba znanych metod ma znacznie mniejsze znaczenie niż umiejętność dopasowania ich do konkretnego człowieka. Niekiedy niewielka zmiana treningu, sposobu poruszania się albo organizacji dnia przynosi więcej niż rozbudowany plan, którego nikt nie jest w stanie utrzymać. W innych sytuacjach trzeba przyjrzeć się reakcjom na stres, przekonaniom czy schematom, które regularnie prowadzą w to samo miejsce. Zdarza się również, że najlepszym rozwiązaniem jest równoległa praca kilku osób o różnych kompetencjach.
Dlatego cały czas szukam nowych perspektyw i sposobów pracy. Ludzie różnią się historią, możliwościami, doświadczeniem i warunkami, w których żyją, więc gotowe rozwiązania bardzo szybko pokazują swoje ograniczenia.
Jeżeli dobrze ci się żyje tak, jak żyjesz, nie zmieniaj tego wyłącznie dlatego, że ktoś uważa, że powinieneś funkcjonować inaczej.
Jeżeli jednak od dawna widzisz u siebie ten sam schemat, chcesz czegoś innego i jesteś gotowy regularnie pracować nad zmianą, możesz się do mnie odezwać. Chętnie wykorzystam swoje doświadczenie, żeby wspólnie przeanalizować sytuację i znaleźć możliwie proste rozwiązania dopasowane do twoich możliwości oraz celu. Jeżeli będzie potrzebne wsparcie innych specjalistów, uwzględnimy je jako część procesu.
Najważniejsze jest to, żeby rozwiązanie działało w twoim prawdziwym życiu, a nie tylko dobrze wyglądało na papierze.
Bibliografia
Arnsten, A. F. T. (2009). Stress signalling pathways that impair prefrontal cortex structure and function. Nature Reviews Neuroscience, 10(6), 410–422. https://doi.org/10.1038/nrn2648
Holt-Lunstad, J., Smith, T. B., Baker, M., Harris, M., & Stephenson, D. (2015). Loneliness and social isolation as risk factors for mortality: A meta-analytic review. Perspectives on Psychological Science, 10(2), 227–237. https://doi.org/10.1177/1745691614568352
McEwen, B. S. (1998). Protective and damaging effects of stress mediators. The New England Journal of Medicine, 338(3), 171–179. https://doi.org/10.1056/NEJM199801153380307
McMullan, R. D., Berle, D., Arnáez, S., & Starcevic, V. (2019). The relationships between health anxiety, online health information seeking, and cyberchondria: Systematic review and meta-analysis. Journal of Affective Disorders, 245, 270–278. https://doi.org/10.1016/j.jad.2018.11.037
Sirois, F. M., & Pychyl, T. A. (2013). Procrastination and the priority of short-term mood regulation: Consequences for future self. Social and Personality Psychology Compass, 7(2), 115–127. https://doi.org/10.1111/spc3.12011
Vlaeyen, J. W. S., & Linton, S. J. (2000). Fear-avoidance and its consequences in chronic musculoskeletal pain: A state of the art. Pain, 85(3), 317–332. https://doi.org/10.1016/S0304-3959(99)00242-0